Pierwszy zimny dzień

Tuesday, 10.07.2007

Ten dzień zapowiadał poprzewdni wieczór. Silny wiatr więjący od strony morza, sypiący piaskiem w oczy. I stało się, było zimno w palce u nóg, słońce schowane głeboko za chmurami, chłód i wiatr nie dawały o sobie zapomnieć, wyświetlacze pokazywały 26 stopni Celcjusza ;) brrrrrr... Po południu zrobiło sie cieplutko i przyjemnie, znów trzeba było ubrać okulary przeciwsłoneczne.

Ze zwierząt jakie spotkaliśmy na swojej dotychczasowej drodze to oczywiscie mewy, koty (bezpańskie?), psy na smyczy, fretka (również na smyczy), zabity wielki szczur (bleee... leżał na chodniku w jednej z mniejszych uliczek) oraz uwaga: karaluch, biegł chodnikiem mijając nas, ładny czerwonawy, dość chaotycznie się przemieszczający, aż miło było popatrzeć :P

Z ciekawostek można napisać jeszcze że, bułki wielkości połowy bagietki smakowały jak chrupki kukurydziane a inne były bez soli. Ale co tam sól za to jest w dużych ilościach w margarynie, więc bilans zerowy.

Komentarze:

14.07.2010 01:20 masamiel

ja w sprawie karaluchów: miejscowi twierdzą, że zdarzają się też latające. Podobno przylatują z Maroka.

Menu:

  1. O blogu
  2. Wszystkie wpisy
  3. Wszystkie galerie
  4. Atom (RSS)

Kontakt:

  1. e-mail

© 2007-2009 Daniel Stalica