Weekend w Madrycie, podróż RENFE

Monday, 17.09.2007

Jak wiadomo każde miejsce w Hiszpanii jest inne, postanowiliśmy to sprawdzić wybierając sie do znajomego w Madrycie na weekend.

Z Alicante do Madrytu można dotrzeć transportem publicznym na 3 sposoby: samolot (bardzo drogie połączenia rzędu 130?, niecała godzina), pociągiem RENFE (40?, lekko ponad 3h) oraz autobusem (taniej niż pociąg, ale około 5h). Wybraliśmy RENFE, z przyczyn ekonomicznych jak i również wygody.

Niestety nie obeszło się bez wpadek, chcieliśmy wyjechać o 14, niestety o 13 już nie było wolnych miejscówek, więc kupiliśmy bilet dopiero na 16. No cóż, nic wielkiego się nie stało. Na stacjach takich jak Alicante czy Madryt, są zawsze co najmniej dwie różne kasy. Dla biletów kupowanych na dzisiaj jak i biletów kupowanych na inne dni, jak i z możliwością dokonywania i obsługi rezerwacji. Jak łatwo można się domyśleć kupowanie biletu na dziś może być problemem ze względu na możliwą długą kolejkę. Wniosek taki, że lepiej kupić bilet dzień wcześniej, gdyż zajmie nam to nieporównywalnie mniej czasu oraz mamy większą pewność, że ten bilet będzie. Kasjerzy na dużych stacjach chętnie posługują się językiem angielskim, choć ja namiętnie wszystko mówiłem w języku "hiszpańskim".

Z kupionym biletem udaliśmy się na poczekalnie, jak to w Hiszpanii bywa, toalety czyste, samo czekanie przyjemne, komunikaty głosowe bardzo wyraźne, wszystko ładnie wyświetlone na tablicach, rewelacja. Zaskoczyło nas prześwietlanie bagażu, odbyło się tylko tutaj na stacji w Alicante, jak może pamiętacie kiedyś był zamach terrorystyczny w Madrycie i od tego momentu widocznie sprawdzają bagaże.

W środku rewelacja, znaleźliśmy swój wagon jak i miejsca, choć to nie był najnowocześniejszy pociąg w Hiszpanii to i tak przebijał wszystko to co widziałem do tej pory w Polsce. Możliwość oglądania telewizora, na którym leciał film lub informacje o tym, gdzie się obecnie znajdujemy oraz jaka jest temperatura i prędkość. Do wyboru było jeszcze kilka kanałów muzycznych, dla tych, których nie interesował puszczony film. Wszystko odsłuchiwane na słuchawkach, które zostały rozdane tuż po rozpoczęciu podróży. W czasie jazdy bardzo cichutko, wszystko szczelne tak, aby żaden dźwięk nie zagłuszał spokoju podróżujących. W środku oczywiście bardzo przyjemnie i chłodnie za sprawą klimatyzacji.

Dworzec Atocha w Madrycie jest prawdziwym węzłem komunikacyjnym. Krzyżują się tu linie szybkiej kolei z koleją regionalną, oraz metrem. Znajduje się tam wspaniała kopuła, pod którą rośnie wielki ogród. Naszym kolejnym celem było dostanie się do miasta Alcala, a dokładniej do La Garena. Z Atochy można dojechać tam za pomocą regionalnej linii RENFE. Bilety na tą linię kupuje się w automatach, których potem używa się w bramkach podczas wejścia i wyjścia (niecałe 3?) tak samo jak i w metrze. Nawet na tych malutkich stacjach jest bardzo bezpiecznie, wszędzie jest monitoring. Stacje są czytelnie opisane i oświetlone w nocy. W wagonach podawana jest informacja głosowa i wizualna o następnej stacji i węzłami komunikacyjnymi z innymi liniami w razie ich istnienia.

Madryt zmienił moje wyobrażenie o Hiszpanii. Każde kolejne miasto to inna Hiszpania. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to brak palm, do czego byłem przyzwyczajony w Alicante. Brak też kaktusów, za to jest bardzo dużo zieleni i normalnych drzew, oczywiście wszystko sztucznie nawadniane, ale jednak jest dużo bardziej zielono. Nie natknąłem się również na problem karaluchów, moje opowiadania o życiu z nimi w Alicante wywoływały ciekawość.

Następnego dnia udaliśmy się na zwiedzanie centrum Madrytu. Po raz pierwszy jechałem metrem, komunikacja ta zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, poza jednym małym szczegółem... czułem się jak kret 30 metrów pod ziemią. Za 1? można dojechać w każde miejsce, gdzie jest przystanek, często przesiadając się dwu czy trzykrotnie. Tym oto sposobem zwiedziliśmy pół Madrytu... ale pod ziemią.

Wyszliśmy w La Latina, stąd już niedaleko było do pałacu króla Hiszpanii. Zobaczyliśmy też wspaniałą katedrę oraz rynek. Nie należę do osób szczególnie zwiedzających zabytki i to zdecydowanie mi wystarczyło. Następnie powróciliśmy do Alcali, tam zwiedziliśmy bardzo piękny rynek jak i widzieliśmy dom autora przygód Don Kichota.

Powrót do Alicante był równie przyjemny z tym, że dużą cześć tej podróży po prostu przespałem.

Komentarze:

03.01.2010 22:00 enero

A jak dostać się autobusem z Alicante do Madrytu? W sensie ichniejszym \"PKS\" czy przewozami zajmują się prywatne firmy? Z góry dziąkuję za odp i ew. linki :)

07.01.2010 21:03 Martinikaaa e-mail

to nie prawda że połączenia samolotem do Madrytu wychodza drogo: spójrzcie na oferty Rainar\'a: można polecieć w jedną strone za 10 E, oczywiście jest tylko kilka takich okazji szczegolnie jezeli kupuje sie z wyprzedzeniem około miesiąca (ale polaczenia lotnicze wewnatrz Hiszpanii bywaja tanie jak barszcz)
Co do pociagow to zgadzam sie z twoja opinia: w te wakacje jechalam z Alicante do Valencji

Menu:

  1. O blogu
  2. Wszystkie wpisy
  3. Wszystkie galerie
  4. Atom (RSS)

Kontakt:

  1. e-mail

© 2007-2009 Daniel Stalica